Z życia brygady
 
Niedziela, 23 listopada 2014 r.
27.02.2013
Na portalu internetowym MENSTREAM.PL ukazał się reportaż Przemysława Ciszaka dotyczący roli oraz znaczenia kobiet w polskiej armii. W artykule wypowiadają się także kobiety żołnierze z 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej.

Niech US Army uczy się od polskiego wojska. Poznaj historie dziewczyn z pierwszej linii frontu

- Jesteśmy takimi samymi żołnierzami jak mężczyźni. Na misjach okazuje się, czy możesz na kogoś liczyć, czy nie. Nie ma czasu na strach, nie ma oporów. Chwile spędzone w Rosomaku, na patrolu jednoczą - przekonuje kpr. med. Barbara Kamińska, która podczas VII zmiany w Afganistanie służyła w kompanii bojowej. - Nigdy nie miałam chwili zawahania, że praca sapera nie jest dla mnie - dodaje kpt. Ewa Nowicka-Szlufik. Podczas operacji 'Swift Relief' w Pakistanie była dowódcą plutonu saperów kompanii inżynieryjnej ówczesnej 1. Brzeskiej Brygady Saperów.

Kobiety stanowią niewiele ponad 2,5 procenta całej polskiej armii. W Siłach Zbrojnych RP służy ich 2800, w tym 400 w siłach powietrznych. W Ameryce jest ich niecałe 16 procent. Chociaż pod względem liczebności pań w mundurach nie możemy się mierzyć, to w kwestii równouprawnienia Wojsko Polskie znacznie wyprzedza US Army. Niedawna decyzja sekretarza obrony Leona Panetta, znosząca ustanowiony w 1994 roku zakaz udziału kobiet w jednostkach frontowych dopiero goni polskie przepisy. Zmiana decyzji Pentagonu otwiera kobietom dostęp do około 200 tysięcy stanowisk, głównie w armii i piechocie morskiej, ale dopiero od 2016 roku.

- To prawda, że w dostępie do udziału w walkach na pierwszej linii frontu wyprzedzamy Amerykanów. Tą sprawą zajęliśmy się jeszcze w 2003 roku, kiedy tworzyliśmy nową ustawę o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych - przyznaje kmdr Bożena Szubińska, pełnomocnik Ministra Obrony Narodowej ds. wojskowej służby kobiet. - Jednak w dużej mierze są to papierowe deklaracje - zapisane jedynie w regulacjach prawnych. Kobiety mogą brać aktywny udział w walkach, ale na ogół się je do tego zniechęca.

Komandor Bożena Szubińska, pełnomocnik MON ds. wojskowej służby kobiet. fot. Wojciech Olszanka/East News

Kiedyś kobiety służyły na misjach głównie w służbie medycznej, teraz zajmują różne stanowiska w kontyngentach delegowanych poza granice Polski. W 2011 roku w misjach uczestniczyło 140 kobiet z czego 120 w Afganistanie. - Pierwsze panie przyjmowane były na stanowiska: medyków, farmaceutów, stomatologów i psychologów. Wejście do NATO umożliwiło nam otwarcie szkół wojskowych dla kobiet i spowodowało, że droga do innych stanowisk również została dla nich otwarta - dodaje komandor Szubińska. Dziś na misje bojowe jadą medyczki, ale są i żołnierze, które biorą udział w regularnych walkach, latają za sterami samolotu, czy rozbrajają miny.

- Na misjach pojawia się coraz więcej kobiet. Niewiele jest jednak tych wyjeżdżających poza bazy - wyznaje kpr. med. Barbara Kamińska, która w Afganistanie służyła w kompani bojowej. W Polsce należy do 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu. Jest ratownikiem medycznym. VII zmiana Polskiego Kontyngentu Wojskowego Afganistan była jej pierwszą misją. Jako ratownik Zgrupowania Bojowego ALFA wchodziła w skład załogi Wozu Ewakuacji Medycznej. Na pierwszą linię frontu wyjeżdżała niemal codziennie, biorąc udział w patrolach, konwojach i eskortach. - Mężczyźni zupełnie inaczej patrzą na kobietę żołnierza, kiedy zobaczą ją w akcji. Kiedy jest ciężko, mamy najlepszą możliwość poznania samych siebie i swoich reakcji. Często wystarczy jeden wspólny wyjazd, aby się przekonać, że jesteśmy takimi samymi żołnierzami jak i oni. Na misji wychodzi to, czy możesz na kogoś liczyć, czy nie.

Podobnego zdania jest kpt. Ewa Nowicka-Szlufik, która w latach 2005-2006 podczas operacji 'Swift Relief' w Pakistanie była dowódcą plutonu saperów kompanii inżynieryjnej 1. Brzeskiej Brygady Saperów. - Kobieta w wojsku - czy to na misji, czy na poligonie - traktowana jest na ogół jak kumpel, na równym poziomie. W mundurze niewiele nas różni od naszych kolegów - zapewnia. - Wojsko jest jednak zdominowane przez mężczyzn. Kobieta musi naprawdę dużo przejść, wykazać się, by być traktowana na równi z mężczyznami. Tu potrzeba siły i determinacji, ale jeśli któraś z nas decyduje się na to, to daje z siebie wszystko.


Kpt. Ewa Nowicka-Szlufik podczas misji humanitarnej w Pakistanie. Fot. Archiwum prywatne.

Kpr. Barbara Kamińska do Afganistanu chciała jechać. Bardzo się do tego przygotowywała, ale wiedziała czym to może grozić. Chciała pomagać chłopakom i być blisko tego, co tam się dzieje. - Nie miałam oporów. Podczas akcji biegnie się i ratuje się rannych żołnierzy. Oni w pełni ufają mi, a ja im. Wiem, że będą mnie osłaniać i zapewnią mi bezpieczeństwo w akcji. Jej pierwsza misja w Afganistanie była ciężka. - Nie chcę opowiadać o Tych momentach. Tu chodzi o ludzkie życie. Nie chcę tego w ten sposób wspominać.

Mimo to gotowa jest tam wrócić. - To wciąga. Jak się raz pojedzie, człowiek ciągle wraca myślami do tego miejsca. Łapie się tego bakcyla. Rodzina wiedziała, co oznacza dla niej pójście do wojska. - Przygotowałam ich na to. Choć w pełni akceptują jej wybory, wciąż się o nią martwią. W końcu ryzykuje tam zdrowiem i życiem.

Ppor. Patrycja Balcerowska fot. Marian Kluczyński

Nie wszystkie panie decydują się jednak na wyjazd w rejony działań wojennych. - Niektóre kobiety ciągnie na pierwszą linię frontu. Dobrze, że mamy taką możliwość. Gdybym dostała rozkaz, to bez wahania bym go wykonała. Nie stanowiłoby to dla mnie problemu, ale specjalnie nie wyszukuję takich wrażeń - wyznaje ppor. Patrycja Balcerowska, nawigator w 44. Bazie Lotnictwa Morskiego w Siemirowicach. Zajmuje się obsługą radaru obserwacji obiektów nawodnych oraz systemu transmisji danych na samolotach patrolowo-rozpoznawczych Marynarki Wojennej typu Bryza.

W Marynarce Wojennej obecnie są ich cztery nawigatorki i jedna pilotka, ale zespół powiększy się wkrótce o kolejne dwie kobiety, które usiądą za sterami. Ppor. Balcerowska, jako członek załogi samolotu AN 28 nadzoruje obszar morski. Poszukuje i rozpoznaje okręty, statki i określa charakter ich działań. Pracuje też z ratownikami morskimi. Pomaga szukać rozbitka, naprowadza okręt ratowniczy. Jako nawigator zrzuca tratwę ratowniczą i współpracuje z okrętami wojennymi.

Bez taryfy ulgowej.

Mnie tam nikt nie oszczędzał. Kobieta czy nie, każdy traktowany jest jak żołnierz. Spałam razem z chłopakami w jednym Rosomaku, na równi z nimi brałam udział w patrolach. Koledzy z zespołu traktują mnie jak kumpla. Nie mają oporów, czy jakichś zahamowań tylko dlatego, że jestem kobietą - wspomina Afganistan kpr. Barbara Kamińska. - Może też dlatego, że jako medyk anatomia ciała ludzkiego nie jest dla mnie tajemnicą, czy czymś krępującym. Wstyd to kraść i się bać. Cała reszta to sprawy ludzkie, sprawy takie same dla każdego żołnierza misji.

Tej żołnierskiej równości kobiety w mundurach uczą się już w szkole wojskowej. Muszą przejść dokładnie takie same szkolenia jak mężczyźni by dostać się do służby. Oczywiście egzaminy sprawnościowe dostosowane są do słabszej płci. - Są pewne różnice - zaznacza komandor Szubińska. Kobiety mają na przykład do przebiegnięcia kilometr, mężczyźni trzy, wykonują czasem też inne ćwiczenia. - Nie udają, że są takie same jak mężczyźni - dodaje. Zgadza się jednak, że na pewne stanowiska w wojsku nie powinno się różnicować szkolenia i testów. Zwłaszcza tam, gdzie ważna jest wytrzymałość i siła. Na inne jednak nie ma potrzeby tak restrykcyjnych przepisów. - Dochodzimy do tego samego, tylko w inny sposób. Olimpijki też nie startują w jednych zawodach z mężczyznami.

Kpr. Barbara Kamińska jest ratownikiem medycznym. VII zmiana PKW Afganistan była jej pierwszą misją. Jako ratownik Zgrupowania Bojowego ALFA wchodziła w skład załogi Wozu Ewakuacji Medycznej. Fot. MON PKW Afganistan

Kapitan Ewa Nowicka-Szlufik, tak jak jej koledzy z oddziału, nosiła ciężkie skrzynie z minami, ramię w ramię biegała po poligonie z pełnym oporządzeniem, spała pod pałatką, przechodziła ten sam dryl wojskowy, wciskanie w odzież przeciwchemiczną i mordercze treningi - To z perspektywy lat wspomina się najlepiej. Życie żołnierza nie jest łatwe i składa się z wielu trudnych momentów, ciężkich chwil, ale to one właśnie zapadają w pamięć. Gdy wychodziła na przepustki, na miasto, koledzy opiekowali się ją i jej koleżankami ze szkoły oficerskiej, ale na służbie kończyła się taryfa ulgowa. Razem z nimi dźwigały sprzęt wojskowy - Bo niby dlaczego on-żołnierz ma nosić cztery miny, a kobieta nie?

Wówczas był to pierwszy rok, jak na kierunek saperski przyjmowane były kobiety. Było ich pięć. Kiedy decydują się na taki kierunek jak saper, muszą być świadome specyfiki tej służby. Nie jest przecież tajemnicą czym się taki żołnierz zajmuje i wiadomo z czym się ta praca wiąże. - Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Szkolimy się w jednym celu. Nie powiem, że było łatwo. Dziś kobieta w mundurze nie wzbudza takiej sensacji, jak wtedy - twierdzi kapitan Ewa Nowicka-Szlufik. Nigdy jednak nie miała chwili zawahania, nie miała wątpliwości, czy praca sapera jest dla niej. Pomimo wielu wyzwań i wyrzeczeń nie żałowała, że została żołnierzem. W tym roku mija 12 rok służby. Wojsko to wciąż jej pasja, zawsze chciała robić coś zupełnie innego niż wszyscy.

Ppor. Patrycja Balcerowska również nie czuła, by kobietom w wojsku było łatwiej. Jest jedyną kobietą w eskadrze. - Starać się trzeba tak samo - dawać z siebie wszystko. Nie czułam taryfy ulgowej, ale nikt też nie rzucał mi kłód pod nogi z powodu, że jestem kobietą.

Czy uroda pomaga w wojsku, a może utrudnia życie kobiecie w mundurze? - Trzeba by zapytać panów, czy zwracają uwagę na atrakcyjność fizyczną kobiet żołnierzy. Z pewnością tak, jak wszyscy faceci, ale chyba im to nie przeszkadza - odpowiada rozbawiona ppor. Balcerowska.

Kobiety wojsku są niezbędne!

Wielu mężczyzn czuje się jednak zagrożonych feminizacją armii. Traktują ten proces jako zamach na wojsko, na ostatni bastion męskości. Tym bardziej, że kobiety, które decydują się na karierę wojskową są niezwykle ambitne, bardzo pracowite i wiedzą, że muszą starać się więcej, aby zaistnieć i udowodnić swoją wartość. Na dodatek wśród trzech prymusów absolwentów szkół wojskowych znajdzie się na ogół jakaś kobieta.

Rezolucja ONZ 1325 wymaga od Polski przestrzegania zasad dotyczących zwiększenia udziału kobiet w budowaniu pokoju oraz lepszego wykorzystania ich potencjału, a co za tym idzie systematycznego zwiększania liczby pań w mundurach.

Nie jest to jednak jedynie przejaw poprawności politycznej wynikająca z emancypacji kobiet. Kobiety wojsku są po prostu potrzebne. A te wyjeżdżające na misje, czasem nawet niezbędne. - Choćby dlatego, że mężczyzna żołnierz nie może swobodnie rozmawiać lub pomóc kobiecie cywilowi na przykład w krajach muzułmańskich - wyjaśnia komandor Szubińska.

Mało tego, jak przekonują eksperci, kobiety nierzadko lepiej znoszą stres na misjach bojowych. - Są tak wyćwiczone, tak przygotowane i zdeterminowane, wiedzą czego chcą, że faktycznie stosunkowo lepiej znoszą syndrom stresu pourazowego. Zachodnie prace potwierdzają, że to kobiety na misjach rzadziej cierpią na PTSD - przekonuje komandor Szubińska. - Duży wpływ ma to, że już w szkole wojskowej przechodzą pierwszy trening psychiczny. Nie jest tajemnicą, że w armii nie ma za wielu zdecydowanych zwolenników kobiet w mundurach. Muszą się więc zahartować, uodpornić i być absolutnie pewne, że ta droga jest dla nich. Przez te przeżycia są już ukształtowane jako odporni na stres żołnierze.

Żołnierze - mężczyźni nie mogą przeszukać kobiet, robią to kobiety w mundurach, ale w krajach arabskich nawet kobieta - nawet lekarz - akceptowana jest jedynie, kiedy bada inną kobietę. - Mężczyzny dotknąć nie mogę - opowiada kpt. Barbara Kamińska. Na kursach przed misją każdy żołnierz musi zostać przeszkolony. - Mamy świadomość różnic kulturowych i staramy się nie popełniać błędów z nimi związanymi. Mimo to, jako żołnierze - nawet medyczki spotykamy się z nieufnością cywili, również kobiet.


Kpt. Barbara Kamińska podczas patrolu. Fot. MON PKW Afganistan

Kpt. Ewa Nowicka-Szlufik była jedyną kobietą w polskim kontyngencie wojskowym na misji w Pakistanie. Podczas szkolenia prowadzący zwrócił na nią szczególną uwagę. W kraju muzułmańskim, mogła spotkać z różnym przyjęciem. - Musiałam wiedzieć jak się zachować, jakich sytuacji unikać, czego nie powinnam robić. Już takie proste rzeczy jak przywitanie sprawiały kłopot. W przeciwieństwie do naszej kultury, nie wolno było jej pierwszej wyciągnąć ręki. Bez znaczenia, czy to był inny żołnierz, czy też cywil. - Tam na miejscu nie starałam się też epatować tym, że jestem kobietą w mundurze. Pracowałam jak każdy inny żołnierz, nosiłam mundur polowy, a na głowie kapelusz.

Wbrew obiegowej opinii, nigdy podczas misji nie spotkała się z wrogim nastawieniem. Wręcz przeciwnie. Kiedy wraz z plutonem pomagała po trzęsieniu ziemi, które nawiedziło Pakistan, pewien cywil wyszedł do nich i bez zastanowienia ruszył w jej stronę. - Początkowo myślałam, że nie widzi, że idzie do kobiety - byłam po męsku ubrana, w okularach i kapeluszu. Była zaskoczona, kiedy podszedł i to właśnie ją wyściskał z wdzięczności.

Seksapil w mundurze? Czerwona szminka i paznokcie odpadają.

Jest coś w mundurze, co pociąga. Również kobiety - zdradza ppor. Patrycja Balcerowska. - Zawsze podobało mi się wojsko i wszystko to, co się z nim wiąże. Latanie to druga pasja, którą wyniosłam z domu. Stąd mundur lotnika. Jej ojciec był pilotem, a mama pracownikiem cywilnym wojska. - Wychowywałam się na osiedlu wojskowym nieopodal lotniska i przesiąkłam tym.

Zunifikowany mundur, kamuflaż i zacięty wyraz twarzy, to jednak tylko jedna strona medalu. Damski strój polowy, w przeciwieństwie do tego galowego, nie różni się właściwie od męskiego. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo braku różnic w umundurowaniu, kobiety w armii chcą podkreślać swoją kobiecość.

- Regulamin ściśle reguluje nasz strój, więc nie ma tu miejsca na dekolty i kobiece dodatki, ale makijaż nikomu nie przeszkadza - jeśli nie jest krzykliwy. Czerwone usta i czerwone paznokcie nie przejdą, ale lekki 'make up' nie stanowi problemu - wyjaśnia ppor. Balcerowska.


Ppor. Patrycja Balcerowska fot. Marian Kluczyński

Mimo to panie wciąż stanowczo podkreślają, że podczas służby najpierw są żołnierzami, dopiero w drugiej kolejności kobietami. - 'Żołnierka'? Nie lubię tego określenia. Jest tak samo niezgrabne jak psycholożka, czy ginekolożka. Wolę i stosuję określenie 'żołnierz' do kobiet w wojsku. Na tej samej zasadzie wolę być nazywana saperem. Bo saperka, to potoczna nazwa małej łopatki piechoty, a nie specjalność żołnierza - śmieje się kpt. Ewa Nowicka-Szlufik .

Dżentelmen w wojsku to seksista?

Kobiety w wojsku to zjawisko miłe, ale kłopotliwe - stwierdził w swoim czasie Janusz Onyszkiewicz, były minister obrony narodowej. I do dziś wydaje się, że to przeświadczenie wciąż w armii pokutuje. - U wielu dowódców wciąż pokutuje pogląd, że wojsko jest dla mężczyzn, a rola kobiet jest zupełnie inna. Panie muszą wykazać się naprawdę dużą determinacją i ambicją, aby dopiąć swego - mówi komandor Szubińska. - W USA kobiety mają większą świadomość dotyczącą kwestii molestowania seksualnego czy dyskryminacji.

Jak szacuje Departament Spraw Weteranów w amerykańskiej armii co trzecia kobieta pada ofiarą przemocy na tle seksualnym, a molestowanie seksualne kobiet jest niemal nagminne. - Tam już pocałunek w dłoń uznany może zostać za molestowanie - przestrzega pełnomocnik Ministra Obrony Narodowej ds. wojskowej służby kobiet. U nas jest inaczej, bo nasza kultura dopuszcza pewne zachowania wobec kobiety, choć armia stara się je eliminować.

- W wojsku szarmanckie gesty ustępują regulaminowi wojskowemu. Tu kobieta nie powinna oczekiwać ich od mężczyzn, ale z pewnością nie powinna też czuć się dotknięta, kiedy mężczyźni wynoszący taką etykietę z domu i stosują ją również w armii - mówi ppor. Patrycja Balcerowska. - Kobiety wciąż stanowią dla nich pewne 'novum' i czasem przyzwyczajeni do męskiego otoczenia, nie wiedzą, jak się odnaleźć w naszym towarzystwie. Nie obrażam się i nie robię afery, kiedy przepuszczana jestem w drzwiach, ale kiedy idę z oficerem wyższym stopniem, staram się nie dopuszczać do takiej sytuacji. To jest wojsko i tu panują inne zasady.

- Dla mężczyzn, którzy z domu wynieśli patriarchalne wychowanie, te bardzo 'prokobiece' traktowanie pań, to czasem problem by się przełamać. Ale regulamin jest jeden i wszystkich obowiązuje - potwierdza kpt. Nowicka-Szlufik.


Kpt. Ewa Nowicka-Szlufik. Fot Archiwum prywatne

Problem molestowania seksualnego w polskim wojsku nie sprowadza się jednak do kwestii etykiety. Na dwa i pół roku więzienia i degradację do stopnia szeregowego za molestowanie kobiet skazał byłego prokuratora wojskowego poznański sąd garnizonowy. Jak wynika z akt sprawy, śledczy zwabiał do gabinetu kobiety, które z nim służyły w bazie Ghazni w Afganistanie pod pretekstem oglądania zdjęć. Kiedy wchodziły do środka, mężczyzna blokował drzwi, dotykał swoje ofiary, sadzał je okrakiem na kolanach. Kiedy udało im się wyrwać, natychmiast rzucał się na nie, przyciskał do ściany i molestował fizycznie.

- Nie mogę powiedzieć, że Wojsko Polskie wolne jest od tego problemu. To był pierwszy tak poważny skandal w polskiej armii. Sprawa skończyła się szczęśliwie wyrokiem skazującym. Takie sprawy w sądach wojskowych zdarzają się jednak bardzo rzadko - przekonuje komandor Szubińska.

Według badań przeprowadzonych w 2010 roku przez Wojskowe Biuro Badań Społecznych na polecenie szefa MON Bogdana Klicha wynika, że 12 procent kobiet żołnierzy doświadczyło mobbingu, a 21,5 procent było świadkami takich zachowań przełożonych. Ponad 6 procent ankietowanych pań przyznało, że doświadczyły molestowania seksualnego, a kolejnych 12,6 procent spotkało się z z tym problemem w wojsku, ale nie dotknęło ich ono osobiście.

- Częściej panie spotykają się jednak z bardziej zakamuflowaną formą dyskryminacji. Zwykle odczuwają otwartą niechęć przełożonych, słyszą od kolegów, że lepiej by w domu zostały, że gdzie im na wojnę, że są słabe i nie nadają się wojska - podsumowuje pełnomocnik MON.

Na anonimowe pytanie o propozycję pocałunków, rozebrania się, przytulania, około 1 proc. ankietowanych kobiet stwierdziło, że to zjawisko częste, a 6 proc. - że sporadyczne. Rzadko także - według autorów badań - dochodzi do gestów seksualnych ze strony mężczyzn. Mimo to 11 proc. kobiet żołnierzy uważa, że wojsko nie jest przygotowane do służby kobiet organizacyjnie i kulturowo.

Tu dowodzi kobieta.

Skoro kobieta-żołnierz już wzbudza takie kontrowersje, to co, kiedy zostaje dowódcą? Dla wielu mężczyzn to wciąż scenariusz nie do pomyślenia. Jednak do szkół wojskowych dostaje się coraz więcej dziewczyn, a kolejne awansują na coraz wyższe stanowiska w armii. W kadrach oficerskich ich odsetek również rośnie. Dziś korpus oficerski stanowi blisko tysiąc kobiet, a podoficerski prawie 700. Jednak jak dotąd najwyższe stanowiska dowódcze jakie zajmują kobiety, to dowódcy kompanii.

- Na co dzień współpracuję z mężczyznami i dobrze się rozumiemy - zaznacza ppor. Patrycja Balcerowska. - Na pokładzie samolotu patrolowo-rozpoznawczego Marynarki Wojennej stanowimy jedną drużynę. Zdarza się, że w niektórych sytuacjach, z racji stanowiska jakie zajmuję, to ja przejmuję dowodzenie. Nigdy nie miałam sytuacji, by dla któregoś z kolegów problem stanowiło to, że kobieta wydaje dyspozycje. W wojsku nie ma miejsca na takie rzeczy. Jest zadanie do wykonania i to jest najważniejsze.

Dowodzenie plutonem mężczyzn nie stanowi specjalnego problemu również dla kpt. Ewy Nowickiej-Szlufik. Jak każdy dowódca, bez względu na płeć, musiała wypracować sobie ten mores i posłuch wśród podwładnych. - Bez autorytetu nie może być mowy o dowodzeniu. Jednak, jako jedna z niewielu kobiet na takim stanowisku i jedna z pierwszych kobiet w armii, zadanie miała utrudnione. - Ludzie szybko wyczuwają charakter i akceptują kogoś jako dowódcę lub nie. Wspólne ćwiczenia szybko zweryfikowały moje umiejętności i zdolności dowodzenia. To, że jestem kobietą chyba ostatecznie nie stanowiło problemu dla w całości złożonego z mężczyzn plutonu, a przynajmniej nigdy nie dali mi tego odczuć. Jednak wciąż nie ma jeszcze dowódcy batalionu w spódnicy, a jak przekonuje kmdr Szubińska, na kobietę generała Wojska Polskiego jeszcze będziemy musieli poczekać.

Żródło: MENSTREAM.PL